Historia była prosta. Pewnego dnia postanowiłam zmierzyć się w boju z bardzo dobrze zapowiadającym się przeciwnikiem. Doświadczenie mi podpowiadało, że biblioteki wojewódzkie to najwyższy standard, komputer pokaże, komputer zamówi, pani wyda i nie trzeba chodzić, szukać, dostawać oczopląsu wśród multi-kolorowych grzbietów książek, uginających półki. Cóż za rozczarowanie poczułam, gdy okazało się, że mimo wszystko biblioteka nie jest zmechanizowana, że katalog nie pokrywa się z rzeczywistością i nie sposób znaleźć szukanej książki na wskazanym przez niego miejscu. Po pół godziny walki z komputerem i półkami, poddałam się. Przeszłam się wzdłuż losowo wybranej półki i oto co znalazłam.
Pary to przede wszystkim seksualna rewolucja, fizyczna wolność. Aż ciężko było mi uwierzyć, że książkę wydano pod koniec lat sześćdziesiątych, biorąc pod uwagę zawartość. Seks analny, seks oralny, seks z sąsiadką, albo nawet sąsiadem, seks z ciężarną, seksualne kwartety. Ogólnospołeczne przyzwolenie na wypożyczanie żon, na zdrady, na kolokwialnie mówiąc, zaliczanie kolejnych panienek z okolicy. Brzydkich, ładnych, grubych, chudych, obojętnie. Zwroty akcji mogą zdziwić, niekiedy wręcz kłopotać. Z każdą stroną byłam coraz bardziej rozczarowana upadającą moralnością bohaterów, nieuniknionym pchaniem się na samo dno. Najwidoczniej jestem naiwna, bo liczyłam, że choć jedna postać zaliczy happy end, że choć jedna nie da się całkowicie zniszczyć. Nic z tego!
Rzec można, że strzał w dziesiątkę. Kocham się rozczulać nad naturalizmem. Kocham styl pana John'a. Kolorowo, nieprawdaż? Chciałabym tak myśleć, ale to nie do końca prawda. Książka nie porwie każdego, może rozczarować wiele osób, które spodziewały się pikantnych i namiętnych szczegółów na co drugiej stronie. Może być niezrozumiała w kilku, cyklicznie powtarzających się momentach. Może zwyczajnie przynudzać, 600 stron robi swoje. Nie każdego musi interesować życie znudzonych par gdzieś tam w Nowej Anglii w latach 60-tych. Z ręką na sercu mogę przyznać, że do tej książki trzeba mieć cierpliwość i jeśli się ją ma, to można w zamian uzyskać coś bardzo ciekawego. Można, ale nie trzeba. Mnie powieść przypadła bardzo do gustu, ale ponoć mój gust jest chwilami kiepski i nie zapominajmy, że o gustach się nie dyskutuje.
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 649
Moja ocena: 7

Czyli tematyka (seksualna rewolucja) zdecydowanie nie dla mnie.
OdpowiedzUsuńPowodzenia w prowadzeniu bloga! :)